poniedziałek, 29 czerwca 2015

"Hodowla niezbyt domowa", czyli pułapki przy zakupie burunduka.

Ostatnio zauważyłam bardzo niepokojące zjawisko.

burunduk, burunduki, sprzedaż burunduków, wiewiórki syberyjskie, wiewiórka syberyjska, hodowla wiewiórek, hodowla Drzewiórki, eutamias sibiricus,
na zdjęciu Kitka
Pojawia się wiele, zbyt wiele, ogłoszeń, w których "hodowcy" zapewniają, że ich burunduki są z domowych hodowli, choć nie jest to prawdą.
Moment, w którym znalazłam ogłoszenie jednej z największych hodowli masowych w Polsce z informacją, że wiewiórki pochodzą z domowej hodowli zwalił mnie z nóg i skłonił do napisania tego tekstu.
Dotarło do mnie jak łatwo można się złapać na tak nieuczciwe praktyki. Zrozumiałam też w końcu, dlaczego ludzie nie doceniają domowych hodowli. Bo jak można być zadowolonym z dzikusa z hodowli, nazwanej domową, w której jedyny kontakt zwierzaka z "hodowcą" ograniczył się do złapania malucha, żeby go sprzedać? No nie można. 

Cały czas zastanawiam się co z tym zrobić, jak przerwać tak bezczelne wprowadzanie ludzi w błąd?
Jakim trzeba być bezwzględnym człowiekiem, żeby wyłącznie dla zysku prowadzić masówkę produkującą na prawdę duże ilości wiewiórek, wysyłać zwierzęta w 24-godzinną a czasem dłuższą podróż, którą ciężko w moim odczuciu nazwać humanitarną. Mało tego, wysyłka jest najczęściej na odpowiedzialność kupującego co według mnie świadczy o tym, że nasz "hodowca" nie jest pewny czy zwierzak dotrze żywy i ma to zwyczajnie gdzieś. 
Nie ma też co marzyć o tym, że dowiemy się kiedy dokładnie burunduk się urodził ani które osobniki to jego rodzice. No chyba, że trafiliśmy na "pseudohodowce-bajkopisarza" -ten typ powie wszystko co chcemy usłyszeć.
A po tym wszystkim, taka osoba, przedstawia tą swoją "hodowlę" jako domową. Jak tak można?!

Nie jest się domową hodowlą jeśli wiewiórki trzyma się na podwórku, w piwnicy, na strychu, w garażu czy w kurniku. 
Domowa hodowla to taka, w której wiewiórki uczestniczą w życiu domowników. 
Mają z nimi stały kontakt -wzrokowy, fizyczny. Są wypuszczane na wybiegi, przyzwyczajone do naszych codziennych odgłosów i czynności (śmiech, muzyka, odkurzanie, pranie, śpiewanie itd). Nie boją się opiekunów, są traktowane z miłością. Każdy miot w takiej hodowli to niezwykłe przeżycie. Każda wiewiórka jest otoczona najlepszą opieką. Kiedy przychodzą na świat młode to najlepszą muzyką dla uszu hodowcy są ich pierwsze piski. Każde maleństwo jest unikatowe, niepowtarzalne i niezwykle ważne. Hodowca stara się wybierać najlepsze domy dla swoich wychowanków, nie pozbywa się młodych za wszelką cenę -gdyby zaistniała taka potrzeba jest w stanie zatrzymać je u siebie, stwarzając im właściwe warunki, bo jest odpowiedzialny za powołanie ich na świat.
Czy można stworzyć taką więź, osiągnąć to wszystko, jeśli wiewiórki nie są domownikami? No nie można.
NIE DA SIĘ  w jednym czasie odpowiednio zająć 20, 30 czy 40 młodymi, tak żeby nazwać je oswojonymi. No po prostu się nie da.
Hodowca nie jest niestety cudotwórcą. Nie sprawi, że wiewiórka pokocha nowego opiekuna od pierwszego wejrzenia, bez nawet najmniejszego wysiłku ze strony tego człowieka. Przyjęcie zwierzaka od porządnego hodowcy jest gwarancją na to, że dzięki naszej pracy będziemy w stanie stworzyć z pupilem prawidłową relację, bo odpowiedni grunt już przygotował nam hodowca.
Jeśli ktoś tego nie rozumie i nie chce zrozumieć to może lepszym wyborem dla takiej osoby byłby zakup ślicznego, pluszowego misia lub hodowla pieczarek zamiast żywego, czującego i myślącego stworzenia...?

Pamiętam, że z kimś poruszałam ten temat i wydawało mi się, że "pseudohodowcy" i im podobni prowadzący masowe hodowle lub pośrednicy wcale się z tym nie kryją. Myliłam się, oj bardzo się myliłam.
Ręce opadają, a pomysłu, żeby to zmienić nie ma... 
Może zacznę od przybliżenia Wam, moim Czytelnikom kilku kwestii w dużym skrócie, przedstawionych z mojego punktu widzenia. 

Według mnie są trzy typy ludzi dopuszczających zwierzęta do rozrodu: hodowca, rozmnażacz i pseudohodowca.

Kto to jest hodowca?

Niektórym wydaje się, że hodowca to człowiek, który produkuje zwierzaki i liczy kasę.
burunduk, burunduki, sprzedaż burunduków, wiewiórki syberyjskie, wiewiórka syberyjska, hodowla wiewiórek, hodowla Drzewiórki, eutamias sibiricus,
na zdjęciu Kitka
Takie myślenie jest bardzo krzywdzące dla osób, które nie robią tego dla pieniędzy tylko z pasji, dla wyższych celów, czyli dla tych PRAWDZIWYCH hodowców-pasjonatów.
Hodowca sprowadza na świat mioty w sposób przemyślany. 
Ma obowiązek zapobiegać przypadkowym kryciom. 
Starannie dobiera materiał genetyczny, kilometry nie robią na nim wrażenia -jeśli chce dokupić odpowiednią wiewiórkę do hodowli, często przywozi zwierzaki z zagranicznych linii hodowlanych, stara się minimalizować ryzyko wystąpienia chorób genetycznych.
Dąży do pożądanych cech u młodych, dba o prawidłowy przebieg ciąży u samicy oraz o właściwy rozwój i socjalizację młodych. Zna ich nawyki, usposobienie, ulubione przysmaki. 
Prowadzi dokumentacje hodowlaną. Współpracuje z lekarzem weterynarii, dba o profilaktykę chorób, i wiele wiele innych.
ŻADEN szanujący się hodowca nie sprzedaje swoich zwierząt do sklepów zoologicznych. Jeśli w sklepie mówią Ci, że sprowadzają wiewiórki od rewelacyjnego hodowcy możesz być pewny, że kupili je od człowieka, którego nie interesuje los jego podopiecznych. 
Odpowiedzialny hodowca nie boi się odmawiać sprzedaży jeśli uzna, że zwierzak może trafić w nieodpowiednie ręce. Preferuje odbiór osobisty i ewentualnie ma sprawdzone, bezpieczne i szybkie metody transportu zwierząt. Bierze na siebie pełną odpowiedzialność za dostarczenie malucha do nowego domu całego i zdrowego.

Kto to jest rozmnażacz?

Dla mnie rozmnażaczem, jest osoba, która egoistycznie i bez żadnych idei powołuje do życia nowe istoty -zwykle w sposób lekkomyślny i nieprzemyślany. Argumentuje to na przykład tym, że po prostu chce mieć małe, słodkie burunduki (choć jeszcze nie wie co zrobi z nimi jak urosną), chce by jego burunduki choć raz zostały rodzicami, nie mógł wytrzymać ćwierkania samicy, połączył wiewiórki przypadkiem, chce by zwróciła mu się klatka itp. Niestety brak wiedzy często skutkuje popełnianiem masy błędów, między innymi spowodowaniem śmierci wszystkich lub niektórych młodych i/lub samicy, nieodpowiednią opieką, itd. 
W sumie to i tak nie jest najgorsze miejsce na zakup pupila. 
Czym to grozi dla przyszłych opiekunów burunduków od takiej osoby? 
Nie będziemy mogli liczyć na profesjonalną pomoc w razie problemów, nie będziemy mieć pewności czy zwierzak nie jest obciążony jakimiś chorobami, można trafić na chorą wiewiórkę, bo sprzedającemu brakło wiedzy, żeby to zauważyć, możemy kupić samiczkę, której wiosną urosną pokaźne jądra, bo sprzedający się pomylił -wymieniać można długo, ale generalnie możemy trafić na fajnego, oswojonego zwierzaka i będziemy bardzo zadowoleni z wyboru.

Kto to jest pseudohodowca?

To osoba nastawiona wyłącznie na zysk, produkująca zwierzęta w możliwie największych ilościach. Sprzedaje zwierzęta byle jak, byle komu, byle szybko. Zwykle chętnie współpracuje ze sklepami zoologicznymi oraz z handlarzami.
Nie zwraca uwagi na odpowiednie łączenie, pozwala na krzyżowanie krewniacze, nie wie nawet ile ma młodych ani kiedy przyszły na świat, oferuje "niespokrewnione" parki, chociaż nie ma pojęcia jaki jest stopień pokrewieństwa, bo przecież ma tyle burunduków, że może najwyżej znaleźć wiewiórki z różnych miotów (być może po tym samym tatusiu).
Wysyła zwierzaki w skandalicznych warunkach kurierem lub pocztą, często zrzucając odpowiedzialność na kupującego. 
Nie interesuje go los młodych, po sprzedaży w razie problemów kontakt dość szybko się urywa lub nasz "hodowca" sprytnie obwinia nas zaistniałą sytuacją.
Burunduki są przeważnie zarobaczone, zaniedbane, dzikie, nieufne, często nie do oswojenia.

Podsumowując,
mając osobiste doświadczenie z burundukami od handlarza/pseudohodowcy oraz z małych domowych hodowli zapewniam, że różnicy nie da się nie zauważyć. Na prawdę warto cierpliwie poczekać, poszukać, zapłacić więcej, podjechać gdzieś dalej i przyjąć do domu wiewiórkę, z której będziemy w pełni zadowoleni i usatysfakcjonowani. 
Przecież to nowy członek rodziny na długie lata! 
Nie bójmy się szukać opinii na temat hodowcy, pytajmy jeśli mamy wątpliwości, wystawiajmy uczciwe opinie po zakupie. Zgłaszajmy do moderacji serwisów ogłoszeniowych zdemaskowanych pseudohodowców, kiedy opisem wprowadzają nas w błąd.
Nie warto ślepo ufać ludziom, bo są tacy, którzy na tej naszej naiwności żerują. Uważajmy na pułapki zastawiane przez sprzedających i unikajmy masówek. 

Jeśli jednak świadomie zdecydujesz się na zwierzaka z pseudohodowli, to dobrze zapamiętaj chwilę, kiedy burunduk trafia do Twojej klatki, bo może okazać się, że następna okazja na zobaczenie wiewiórki trafi się za kilka miesięcy, bo szczyt aktywności Twojego nieoswojonego i zestresowanego burunduka przypadnie na godziny nocne lub podczas Twojej nieobecności... Nie bądź zdziwiony i nie oczekuj w takiej sytuacji magicznego sposobu na to, żeby wiewiórkę zmienić, nie wylewaj żalu na forach internetowych, bo przecież byłeś mądrzejszy niż inni i sam się prosiłeś o problemy, z którymi się borykasz...

Życzę wszystkim właściwych wyborów! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

TWÓJ KOMENTARZ ZOSTANIE OPUBLIKOWANY PO AKCEPTACJI MODERATORA.
Proszę o staranne i poprawne pisanie. Komentarze pisane niedbale, nieczytelne, z rażącymi błędami nie będą publikowane.